Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Marek Kryda   Czym jest rolnictwo przemysłowe? Wynaturzeniem!
Kategorie
11

Czym jest rolnictwo przemysłowe? Wynaturzeniem!

Podstawą rolnictwa od tysiącleci była działalność zgodna z naturalnymi cyklami – porami dnia i roku, cyklami płodności zwierząt, sezonowością określonych produktów. Rolnictwo przemysłowe natomiast jest zwyczajnym wynaturzeniem – na polach bez pszczół i ziół rośnie tylko jeden gatunek – roślina GMO – czyli sztucznie zmutowana odmiana, podlewana 6-8 razy rocznie toksycznymi herbicydami; w zamkniętych chlewniach czy kurnikach, gdzie światło świeci się nieustannie, stłoczone zwierzęta nie wiedzą, czy to dzień czy noc, wiosna czy lato. Tutaj ręczne pielenie zastępuje się coraz bardziej toksycznymi środkami chemicznymi, tu sztucznie zapładnia się zwierzęta, wszczepia się maciorom zarodki; ruję, a nawet porody wywołuje farmakologicznie. Tutaj pracownik i zwierzę są zdegradowani do funkcji trybiku w wielkiej bezdusznej maszynerii. I w imię czego to wszystko? Zwiększenia produkcji żywności, której i tak mamy w nadmiarze?

Fot. Wikipedia
Korporacje agrobiznesu zapewniają, że przemysłowy model rolnictwa ma być przyszłością świata, ale dziwnym trafem tam, gdzie rolnictwo przemysłowe zaczyna dominować, np. w USA, rolnikom wcale nie wiedzie się lepiej, a wręcz przeciwnie – narasta tam plaga bankructw i samobójstw farmerów. Chów przemysłowy nie jest opłacalny ekonomicznie. Staje się taki dopiero wtedy, gdy większość prawdziwych kosztów – czyli koszty strat ponoszonych przez środowisko, straty socjoekonomiczne i zdrowotne – przenosi się na kogoś innego. Za epidemie chorób, skażenie środowiska, zatrucie rzek i Bałtyku, bezrobocie na wsi – płacimy my wszyscy – podatnicy, dla organów państwa natomiast rolni oligarchowie i hodowle przemysłowe to „święte krowy”, korzystający z wszelkiego rodzaju subwencji, dopłat, zwolnień i ulg. Gdyby istniejące prawo ochrony środowiska było rzeczywiście uczciwie przestrzegane, a jego łamanie bezwzględnie karane, to cały system mega-ferm przemysłowych by się zwyczajnie rozsypał. Trudno oprzeć się wrażeniu, że nie tylko w USA, ale i w Polsce inwestycje gigantów agrobiznesu są wspierane przez jedną z najsilniejszych i najskuteczniejszych grup lobbystycznych w historii.

W konsekwencji osoby odpowiedzialne za politykę rolną wielu krajów świata nie chcą przyjąć do wiadomości, że istnieje wiele analiz naukowych mówiących, że hodowle przemysłowe mają niszczący wpływ na gospodarkę społeczności lokalnych i jakość życia mieszkańców. Jednocześnie żadne badania naukowe nie wskazują na jakiekolwiek korzyści płynące dla tych społeczności z hodowlanych gigantów. Wartość nieruchomości w okolicach "fabryk zwierząt" spada średnio o 30%. Jadąc samochodem przez wiejską Amerykę, widzimy wiele upadłych sklepów przemysłowych i spożywczych (fermy przemysłowe nie robią tam zakupów), okna zabite deskami, zamknięte są banki, kościoły i szkoły. Serce wsi amerykańskiej opustoszało i zostało zasiedlone przez duże korporacje.

Jeżeli chcemy się dowiedzieć, w jakim kierunku idzie światowe rolnictwo – wystarczy spojrzeć na przykład Karoliny Północnej w USA, stanu drugiego pod względem wielkości pogłowia świń w USA. Dwadzieścia lat temu było tam 27 tys. rodzinnych gospodarstw hodujących trzodę. Obecnie nie pozostał już prawie nikt – zostali oni zastąpieni przez 2200 gigantów hodowlanych, z których 1600 jest w posiadaniu jednej korporacji ponadnarodowej: Smithfield Foods. W jej władaniu jest 75% całej produkcji trzody chlewnej w tym stanie. Skutkiem powstawania chlewni przemysłowych w stanie Iowa jest upadek 45 tys. niezależnych hodowców w ostatnich latach. Spośród pozostałych 10 tysięcy, aż połowa jest kontrolowana przez Smithfielda i kilka innych wielkich korporacji. W tym miejscu wypada przypomnieć, że szef Smithfielda, Joe Luter, zapowiedział dziennikowi „Washington Post”, że zmieni Polskę w „stan Iowa Europy” – wielkie świńskie zagłębie Starego Kontynentu.

Fermy przemysłowej hodowli świń wytwarzają o wiele więcej płynnej gnojowicy niż potrzeba do nawożenia otaczających je pól. Przestrzeganie prawa ochrony środowiska i pokrycie kosztów prawidłowej utylizacji tych odchodów spowodowałoby niekonkurencyjność tych ferm w stosunku do gospodarstw tradycyjnych. Szczególnie groźne dla środowiska są fermy przemysłowego chowu świń, które magazynują gnojowicę w otwartych szambach – eufemistycznie zwanych lagunami – którą później wylewa się na użytki rolne. Miliony ton odchodów wytwarzanych przez te „fabryki mięsa” zatruło wody gruntowe 34 stanów amerykańskich; w samym stanie Iowa 30% ujęć wody nie nadaje się już do użytku. Chodzi tu o szczególnie niebezpieczne związki azotu, które powodują zgony noworodków i niedorozwój umysłowy u dzieci. Choroby o charakterze epidemii z tego źródła dotychczas spowodowały śmierć tysięcy Amerykanów. Na przykład w 1993 r. połowa ludności miasta Milwaukee, liczącego 800 tys. mieszkańców, zachorowała wskutek skażenia wody pitnej przez pobliską hodowlę przemysłową, a liczba ofiar śmiertelnych wyniosła 114 osób. Chów przemysłowy wpłynął znacznie na pogorszenie warunków życia na obszarach wiejskich. Odór trudny do wytrzymania unosi się nad olbrzymim obszarem spryskanych pól oraz nad „lagunami”. Gnojowica emituje blisko 400 gazów. Aerozol trującego amoniaku unosi się znad obszarów intensywnego chowu świń, aby później ulec skropleniu i zmieszać się z azotem znajdującym się już w jeziorach, rzekach i Bałtyku, powodując zakwity glonów. Wysypiska są przeładowane martwymi świniami, a ciężarówki wywożą padlinę do zakładów, które zajmują się produkcją z niej paszy dla świń pozostałych przy życiu.

Profilaktyczne podawanie antybiotyków potrzebnych do utrzymania zwierząt przy życiu w fermach przemysłowych przyczynia się do powstawania nowych bakterii odpornych na antybiotyki. Blisko połowa z 25-30 tys. ton antybiotyków używanych rocznie w USA jest podawana zwierzętom hodowlanym na wielkich fermach. Jakie są tego skutki? Światowe pandemie takich chorób jak świńska grypa – dlatego też w lutym 1997 r. przewodniczący Komisji Europejskiej zapytał: „Czy epidemia choroby szalonych krów nie jest przypadkiem konsekwencją takiego modelu rolnictwa, które wymusza produktywność za wszelką cenę?

Korporacje fałszywie przekonują, że technokratyczny model rolnictwa z GMO, mechanizacją i chemizacją wszystkiego, to nie tylko większa wydajność, ale także możliwość lepszego ograniczania wpływu na środowisko, kontroli jakości żywności czy wprowadzenia humanitarnych metod tuczu i uboju. Z kolei w Polsce często wykorzystywany jest argument nowych miejsc pracy, jakie jakoby mają powstawać przy tego typu inwestycjach.

Miejmy co do jednego jasność – chów przemysłowy zwierząt powinien być nazywany przemysłem, a nie rolnictwem. Podstawą rolnictwa od tysiącleci była działalność zgodna z naturalnymi cyklami – porami dnia i roku, cyklami płodności zwierząt, sezonowością określonych produktów. Rolnictwo przemysłowe natomiast jest zwyczajnym wynaturzeniem – na polach bez pszczół i ziół rośnie tylko jeden gatunek – roślina GMO – czyli sztucznie zmutowana odmiana podlewana 6-8 razy rocznie toksycznymi herbicydami, w zamkniętych chlewniach czy kurnikach, gdzie światło świeci się nieustannie, zwierzęta nie wiedzą, czy to dzień czy noc, wiosna czy lato. Tutaj ręczne pielenie zastępuje się coraz bardziej toksycznymi środkami chemicznymi, tu sztucznie zapładnia się zwierzęta, wszczepia się maciorom zarodki; ruję, a nawet porody wywołuje farmakologicznie. Tutaj pracownik i zwierzę są zdegradowani do funkcji trybiku w wielkiej bezdusznej maszynerii. I w imię czego to wszystko? Zwiększenia produkcji żywności, której i tak mamy w nadmiarze?

Fermy przemysłowe przychodzą do Polski, ponieważ w ich własnej ojczyźnie nikt już nie chce nowych, gigantycznych „fabryk zwierząt” i tacy inwestorzy szukają państw o "miękkim" prawie, gdzie będą mogli wejść ze swoim cuchnącym biznesem. Inwazja ponadnarodowych hodowli świń do Polski i stosowanie dumpingu cenowego, spowodowało cykliczne załamania cen żywca wieprzowego od połowy lat dziewięćdziesiątych, które pozbawiło dochodów 200 tys. polskich hodowców świń. Ponieważ na zautomatyzowanych fermach przemysłowych zwierzęta mają praktycznie zerową opiekę, nawet dwóch robotników jest w stanie obsługiwać fermę z 20 tys. świń, czyli argument nowych miejsc pracy jest niepoważny – z jednej strony 200 tys. wiejskich rodzin traci środki do życia, a z drugiej, tysiąc osób w skali kraju otrzymuje niezdrową, źle opłacaną, tymczasową pracę.

Konsument musi zrozumieć, że za zdrowy, jakościowy produkt trzeba zapłacić więcej niż za to, co leży na półkach hipermarketu, a co można nazwać tanią namiastką żywności. Pamiętajmy, że grozi nam, iż wkrótce będziemy mieli sytuację taką, jak w USA, gdzie dochodzi do zatruć pokarmowych na ogromną skalę na skutek spożycia skażonego mięsa z wielkich ferm kontrolowanych przez największych producentów. Obecnie często napromieniowuje się tam mięso, aby uniknąć zatruć bakteryjnych powodowanych przez e-Coli, Listerię, Salmonellę. W Stanach Zjednoczonych wciąż słyszy się apele różnych organizacji, aby nie jeść niedogotowanych parówek albo mięsa mielonego, bo tam są śmiertelnie niebezpieczne bakterie. Szczególnie narażone są dzieci. Autorka słynnej w USA książki „Rzeźnia”, Gail Eisnitz, opisuje, jak funkcjonują szaleńczo przyspieszone linie ubojowe gigantów mięsnych. Podczas pracy takiej linii nie ma praktycznie żadnej możliwości usuwania odchodów, które podczas rozbioru mięsa znalazły się na tuszy zwierzęcej w wyniku pośpiechu czy błędu pracownika. Źle opłacani pracownicy rzeźni – często nielegalni imigranci -próbując nadążyć za szybko przesuwającymi się zwierzętami na linii ubojowej, często nawet nie zdążą porządnie naostrzyć noża, nie mówiąc o dbaniu o higienę. Zdarza się, że takich linii ubojowych nie zwalnia się nawet w przypadku zranienia pracownika – po prostu koszty takiej przerwy w pracy są tam ważniejsze niż zdrowie człowieka.

Jeśli te praktyki zaczną funkcjonować i w naszym kraju, to musimy liczyć się z tym, że stracimy wszyscy. Stracimy dobre jakościowo, nie faszerowane chemią, tradycyjne produkty polskie, a ich smak, wartości odżywcze i walory zdrowotne przejdą do historii. Stracimy wieś polską w takiej postaci, jaką znamy, czyli małe gospodarstwa rodzinne z niewielką ilością zwierząt, bogactwem upraw, z całą przebogatą tradycją. Stracimy także rolników, którzy pracują na polskiej wsi i tam mieszkają z rodzinami. Stracimy czyste wody jezior i rzek, stracimy czyste powietrze. Stracimy Bałtyk. A co dostaniemy w zamian?

Giganty współpracują z gigantami – mięso z wielkich ferm trafia do wielkich sieci handlowych, a co za tym idzie, systematyczne zaopatrywanie się w mięso czy jajka w hipermarketach może doprowadzić nas, a co gorsza nasze dzieci, do poważnych problemów zdrowotnych. Masowe stosowanie modyfikacji genetycznej i antybiotyków w paszach ma ścisły związek z epidemią groźnych alergii u dzieci.

Jesteśmy świadkami globalnej walki między lobby producentów a organizacjami konsumenckimi i ekologicznymi. Kraje Zachodniej Europy zaczynają gorąco propagować rolnictwo ekologiczne – jedyny zrównoważony model gospodarowania na wsi. Tak jest np. w Niemczech, gdzie zakazuje się niektórych metod hodowli, m.in. ciasnych klatek służących do chowu kur niosek i brojlerów. Tam planuje się, że w przyszłości co najmniej 20 proc. hodowli, to będą fermy ekologiczne, nastawione nie na ilość, ale na jakość. W takich gospodarstwach zwierzęta muszą mieć wybiegi, są trzymane na co najmniej 30-centymetrowej ściółce, co zapobiega zakażeniom, a w ramach leczenia i profilaktyki podaje się im preparaty ziołowe, nie zaś antybiotyki. Ten model hodowli jest szczególnie propagowany w Szwecji.

Konsument powinien kupować lokalnie – bezpośrednio u rolników, w małych sklepach, produkty małych zakładów o ustalonej renomie. Konsument powinien pytać w sklepie o producenta, a nawet o gospodarstwo, z którego produkt pochodzi. Musimy skończyć z anonimowością – tylko dbanie o swoją markę przez uczciwego producenta i rolnika może dać nam gwarancję jakości produktu – w tym przypadku inspekcje weterynaryjne, handlowe i sanitarne niestety są niewiarygodne.

Ten wpis czytano 9635 razy.
"Tutaj pracownik i zwierzę są zdegradowani do funkcji trybiku w wielkiej bezdusznej maszynerii. I w imię czego to wszystko? Zwiększenia produkcji żywności, której i tak mamy w nadmiarze? "

W imię ceny tej żywności. Przed 100 laty na wsiach w domu była nie raz jedna para butów. Bo buty robiło się ręcznie u szewca przez dwa dni. Kosztowały tyle co dwudniowy zarobek szewca + zarobek sklepikarza. Gdyby dziś tak je produkowano - kosztowałyby z 1000zl. Wyobraża sobie Pan 5 osobową biedną rodzinę która za same buty na rok musi wydać 5 tys? A kolejne sprawy to ubrania, materiały budowlane, przedmioty codziennego użytku. Dzięki przemysłowi możemy pójść do marketu i kupić buty za 30 zl które pare miesiecy wytrzymaja. To rewolucja przemysłowa sprawiła że na takie podstawowe rzeczy stać 95% społeczeństwa, a nie 5% szlachty i magnatów. Oczywiście należy w rolnictwie zwrócić uwagę na aspekty zdrowotne i ekologiczne hodowli żeby nie truć społeczeństwa, ale samo uprzemysłowienie nie jest czymś złym, a wręcz przeciwnie - zmniejszy cenę żywności i zlikwiduje głód. To że od wieków rolnicy żyli prawami natury nie wynikało z ich mądrości i wyboru, nie mieli innego wyjścia. Tak samo jak przez miliony lat ludzie rozpalali ogień krzemieniami - nie z miłości do naturalnego krzesania ognia a z braku alternatywy.
Gość Marcin - Środa, 24 Październik 2012 22:54
Ludzie powinni chodzić z daleka od stoisk z zieleniną w marketach. Słyszałem od osoby pracującej w transporcie dla marketów wiele złego.

Np. jabłka zanurzają w czymś w rodzaju "wosku" zeby nie tracily wagi podczas importu (nie mogą wysychać). Przedtem sa polerowane. Dlatego one wszystkie sie tak swiecą i sa strasznie tłuste.

Świadomość rośnie, więc mam nadzieje nadejscia oświecenia wsrod ludzi.

Korporacje to ludzie, a ci powinni zostać surowo ukarani za wandalizm w stosunku do planety. Masowe procesy sądowe w każdym kraju - to byłoby to.
Gość Alan - Poniedziałek, 09 Styczeń 2012 21:59
Szanowny Panie ! Pisze Pan o rzeczach oczywistych , jak wiekszość dziennikarzy i publicystów ! Ale rzadko który z nich chce zadać pytanie : dlaczego tak jest ?
A to przeciez takie proste: W gospodarkach kapitalistycznych celem nadrzednym jest maksymalizacja zysku, a ten tylko mozna osiagnac poprzez obnizke kosztów producji na którą skaładaja sie rowniez takie czynniki jak wydajnosc z 1 ha czy m2 ! Dzisiaj , gdy chemia daje możliwości poprawy tych wskaźników , kapitalista z nich korzysta jak z najprostszego srodka ! Sam wiem jak "pomnaża sie" mieso w wyrobach poprzez wiazanie w nich wody przy uzyciu hydrokoloidów takich jak żelatyna , skrobia modyfikowana, czy agar. Słuchajac kiedys wykładu jednego z profesorów(początek lat 90-tych) , usłyszałem ,że żeby wedliny były ogólnie dostepne (przystepna cena) , bo takie jest oczekiwanie społeczne, nalezy je "wzbogacać" w dodatki funkcjonalne ! Ładnie to brzmi , ale przekada sie na to że z 1kg miesa otrzymujemy 1,4 wyrobu a nawet i wiecej ! Tak wiec żywność naturalna (nie lubie pojecia ekologiczna bo to nowomowa) jest dostepna tylko dla bogatych !
Gość Włodzimierz - Piątek, 18 Listopad 2011 14:16
Podczas zakupów warto stosować kilka prostych zasad. Pierwsza to "małe jest piękne", ale pod warunkiem, że znamy właściciela małego sklepu i skąd pochodzą (z jakiego gospodarstwa?) jego produkty. Druga zasada to kupowanie produktów jak najmniej przetworzonych i konserwowanych - pieczmy dany produkt w całości, przetwarzajmy, gotujmy, smażmy sami.
marek-kryda - Poniedziałek, 14 Listopad 2011 15:04
ok - to jaka jest alternatywa jeżeli ktoś chce jeść mięso a nie stać go na wędliny za 50 zł/kg? Przecież jak kupimy mięso w sklepie osiedlowym to tez nie wiemy skąd ono tak naprawdę jest i jaka była stosowana metoda hodowli.
Gość ALLA - Czwartek, 10 Listopad 2011 11:30
Gorąco reklamowany system jakości wieprzowiny PQS to jest mydlenie oczu za unijne i państwowe pieniądze. Pierwsza sprawa to: "celem jest produkcja mięsa wieprzowego o niskiej zawartości tłuszczu". W normalnym języku jest hodowanie świń "mięsnych" (ang. extra lean) czyli szybko rosnących na paszach opartych na soi GMO.
Dalej, "chude" świnie są hodowane tylko na wielkich fermach w systemie bezściołowym - czyli zwierzęta stoją na betonowych czy metalowych rusztach - co same w sobie jest niehumanitarne - świnie potrzebują ściółki czy ziemi by w niej buchtować, ryć, maciory by zakładać gniazdo.

marek-kryda - Środa, 09 Listopad 2011 15:53
Porażające i przerażajace są te wiadomości.
Gość Ell - Środa, 09 Listopad 2011 14:11
Świadomość rośnie.. Ne kupujmy produktów, wytwarzanych, z udziałem torturowanych zwierząt,.. naszpikowanych chemią i GMO.
Jestem propagatorem energii ze źródeł odnawialnych, ale uprawa roślin energetycznych, to ślepa uliczka i wyjątkowe wynaturzenie..
Andrzej Karolczyk - Środa, 09 Listopad 2011 10:38
pazerność nas zgubi :( ...
Gość zośka - Wtorek, 08 Listopad 2011 17:27
święte słowa!!!
Gość - Wtorek, 08 Listopad 2011 13:28
A co to jest System Jakości Wieprzowiny PQS?
Gość ziomal - Wtorek, 08 Listopad 2011 12:16
Odsłon: 82495
Marek Kryda
Publicysta i działacz społeczny. Kieruje kampanią Naturalne geny Instytutu Spraw Obywatelskich w Łodzi. Był współzałożycielem Towarzystwa Ochrony Puszczy Białowieskiej. W 2000 r. rozpoczął współpracę z Instytutem Ochrony Zwierząt (Waszyngton, USA) i do 2010 roku kierował pracami tego Instytutu w Polsce.
<< Grudzień 2017 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
zobacz wszystkie wpisy »