Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Marek Kryda   DDT - zabójczy cudowny pestycyd
Kategorie
6

DDT - zabójczy cudowny pestycyd

Środek owadobójczy DDT (dichlorodifenylotrichloroetan), znany w Polsce pod nazwą Azotox, został po raz pierwszy użyty do zwalczania owadów w 1939 roku. Odkrywca jego zabójczych właściwości - Szwajcar Paul Müller otrzymał za swoje odkrycie w 1948 roku Nagrodę Nobla. Wydawało się wówczas, że ten środek chemiczny odniesie wielki sukces: żaden inny pestycyd nie zabijał owadów równie skutecznie - DDT łatwo przenika do organizmu owada i przez paraliż systemu nerwowego, szybko go zabija.

Wielu turystów odwiedzających Sardynię zwraca uwagę na namalowane na starszych budynkach napisy: „DDT 1944”. Jest to pamiątka po wielkim programie zwalczania komarów malarycznych na tej włoskiej wyspie przez U.S. Army w 1944 roku. Był to spektakularny sukces - obecnie na Sardynii nie ma już problemu malarii. Nie tylko Sardynia odniosła takie korzyści z zastosowania DDT - podobny program U.S. Army zrealizowała również na wyspach południowego Pacyfiku. W latach pięćdziesiątych niskie koszty wytwarzania i prostota w użyciu spowodowały masowe stosowanie tego środka - setki i tysiące ton DDT rozpylano z powietrza na uprawy rolne jako pestycyd w większości krajów świata. W samej Polsce do połowy lat siedemdziesiątych zużyto prawie 500 tysięcy ton DDT – pierwsze jego transporty trafiały do nas jako pomoc amerykańska. Wówczas opinia światowa była przekonana, że w końcu ludzkość dostała do swojej dyspozycji cudowny środek, który może ją uwolnić od odwiecznych plag głodu i choroby. Początkowe oszałamiające powodzenie DDT można pewnie przypisać temu, iż nie jest to środek szczególnie niebezpieczny dla ludzi przy bezpośrednim, krótkotrwałym kontakcie. Jednak dłuższa intoksykacja DDT (poprzez pożywienie) wywołać może zaburzenia pracy gruczołów wydzielania wewnętrznego, zmiany w układzie nerwowym i nowotwory.

Niezwykła skuteczność i trwałość DDT okazała się niebezpieczna dla całego środowiska naturalnego i samych ludzi, którym ten środek miał przecież służyć. DDT rozkłada się wyjątkowo wolno - jego czas rozpadu dochodzi do sześćdziesięciu lat, co powoduje, że zaczyna w tym przypadku działać efekt kumulacji trucizny (bioakumulacji) szczególnie w organizmach zwierząt i ludzi, którzy znajdują się na szczycie tzw. piramidy pokarmowej. Gdy ptak zjadając owady, przyjmuje wiele małych dawek tej trucizny do organizmu, DDT nie bierze tam udziału w normalnej przemianie materii i nie rozkłada się, a zamiast tego odkłada się stopniowo w tkance tłuszczowej, aż do momentu, gdy ilość trucizny przekroczy wartość krytyczną i wtedy ptak nagle zdycha. Ten zabójczy mechanizm jest szczególnie groźny dla ptaków drapieżnych, i to właśnie DDT spowodowało, że w Polsce w latach pięćdziesiątych praktycznie wyginął sokół wędrowny. Dopiero od połowy lat 80. XX wieku w ramach Programu Restytucji Populacji Sokoła Wędrownego w Polsce udaje się stopniowa reintrodukcja tego gatunku w naszym kraju. DDT posiada właściwości obniżające odporność organizmu – i to właśnie rozpowszechnienie tego środka jest jedną z przyczyn zdziesiątkowania bałtyckich fok.

Niepożądane działanie toksyczne tego pestycydu zaczęto obserwować już w latach pięćdziesiątych - w 1954 roku na terenie Uniwersytetu Stanowego Michigan w USA do wytępienia chrząszczy roznoszących naczyniową chorobę wiązów, użyto oprysków z DDT. Opryski odniosły swój skutek, jednak razem z chrząszczami zaczęły ginąć niektóre gatunki ptaków, a zwłaszcza rudzik. Okazało się, że duże ilości DDT pokryły liście opryskanych wiązów i gdy opadały one na ziemię, żywiły się nimi gąsienice stanowiące ulubiony pokarm rudzików. Choć stężenie trucizny nie było zauważalne u gąsienic, to efekt kumulacyjny zadziałał w przypadku rudzików w sposób bezwzględny zabijając je wszystkie.

Odkrycie śmiertelnego zagrożenia ze strony DDT dla niektórych gatunków zwierząt (zwłaszcza ptaków) nie przyniosło niestety ograniczenia jego stosowania. Dopiero wyniki badań przeprowadzonych na ludziach w końcu lat sześćdziesiątych pokazały skalę zagrożenia tą trucizną - odkryto wtedy bezpośredni związek między wysokim poziomem DDT w organizmach ludzi i zgonami powodowanymi chorobami nowotworowymi (w tym białaczką) oraz nadciśnieniem tętniczym. Jednak najbardziej dramatyczne okazały się wyniki badań poziomu DDT w mleku karmiących matek – gdy w USA był on przeciętnie sześciokrotnie wyższy od dopuszczalnej normy, to już w Australii przekraczał tę normę trzydziestokrotnie.

W tym przypadku zauważono szczególną prawidłowość - po przeprowadzeniu badań na Grenlandii okazało się, że w mleku karmiących Eskimosek stężenie DDT było czterokrotnie większe niż u białych kobiet mieszkających w tych samych miejscowościach. Powodem tego była dieta Eskimosów opierająca się prawie wyłącznie na mięsie zwierząt morskich, a zwłaszcza ich tłuszczu. Do zatrucia DDT może dojść nie tylko przez spożywanie skażonych pokarmów, ale także w wyniku zanieczyszczenia tym środkiem bezpośredniego otoczenia człowieka, kiedy to ten pestycyd dostaje się do organizmu przez drogi oddechowe i skórę. Poza tkanką tłuszczową DDT kumuluje się w organach miąższowych: mózgu, nerkach i wątrobie. Trucizna ta łatwo przenika przez barierę łożyskową, a to oznacza, że matka w okresie ciąży przekazuje ją swemu potomstwu. Jednocześnie z powodu wyjątkowej koncentracji DDT w mleku karmiących matek, silnemu zatruciu ulegają niemowlęta nawet wówczas, gdy ich matki uchodzą za całkiem zdrowe. Masowe użycie tego środka zwiększyło znacznie ilość chorób alergicznych szczególnie u dzieci. Ostatnio wykazano, że węglowodory chlorowane do których należy DDT, wykazują znaczne powinowactwo do gruczołów płciowych - gonad, w których dochodzi do ich kumulacji w większym stężeniu niż w innych narządach. Tym też się tłumaczy ich działanie prowadzące do bezpłodności czy uszkodzenia kodu genetycznego.Na skutki uboczne masowego stosowania DDT zwróciła uwagę w 1962 roku biolog Rachel Carson w swojej głośnej książce „Cicha wiosna” (Silent Spring). Po burzliwej dyskusji w mediach nie można już było dłużej udawać, że problem DDT nie istnieje i w końcu lat sześćdziesiątych rozpoczęto systematyczne badania wpływu efektu kumulacyjnego DDT na ludzi. Badania bałtyckich ryb przeprowadzone przez rząd szwedzki w tym czasie wykazały, że złowione w Bałtyku śledzie mają w organizmie bardzo wysoki poziom różnych środków chemicznych, w tym szczególnie DDT. To odkrycie doprowadziło w marcu 1969 roku do wprowadzenia przez Szwecję zakazu stosowania DDT. W 1970 roku zakaz taki wprowadziły także: USA, Kanada, Wlk. Brytania, Dania, Norwegia, Australia, Nowa Zelandia i Japonia. W Polsce zaczęto wycofywanie z użycia DDT (Azotoxu) w 1976 roku, ale z powodu jego sześćdziesięcioletniego okresu rozpadu, dziesiątki tysięcy ton tej trucizny nadal jest „uwięzionych” w środowisku naturalnym naszego kraju, w organizmach naszego pokolenia i tych pokoleń które przyszły po nas.

Warto wiedzieć, że DDT dalej jest stosowane w niektórych krajach rozwijających się, gdzie ciągle ten niebezpieczny środek służy do zwalczania owadów, zwłaszcza komarów malarycznych. Co ciekawe najbardziej narażeni na działanie DDT są mieszkańcy obszarów arktycznych, zwłaszcza żywiący się rybami i fokami Eskimosi, mimo, iż nigdy go nie stosowali – środek ten migruje w oceanach, trafia do organizmów morskich, by później skumulować się w mięsie fok, a następnie ludzi. DDT rozpylony w Brazylii czy Argentynie może trafić do mleka karmiącej matki na Grenlandii. Zanieczyszczenia tego typu rozprzestrzeniają się w całym świecie, dlatego o ich ograniczaniu i eliminacji należy myśleć także w skali globalnej.




Ten wpis czytano 29265 razy.
A oglądaliście film: Świat według Monsanto?
Gość aga - Piątek, 18 Październik 2013 00:16
Nie wiem jak w ogóle można porównywać problem istnienia głodu na świecie do zaprzestania stosowania DDT…
Problem głodu jest wyłącznie problemem politycznym… i na pewno nie wynika z braku stosowania DDT:), które jest niezaprzeczalnie trucizną.
Obecnie mam wrażenie , że nasz kraj cierpi na klęskę urodzaju. Dla przykładu tysiące rolników w Polsce, zostawia plony na polu… bo nie ma gdzie sprzedać towaru…bo zarobić to ma przede wszystkim pośrednik, ograniczający podaż i windujący cenę
Gość ani - Piątek, 05 Październik 2012 19:50
Wielokrotnie więcej ludzi umarło z głodu i chorób z powodu zaprzestania stosowania DDT niż z powodu jego stosowania. Taka jest "kalkulacja".
Gość kwasik - Środa, 03 Październik 2012 12:04
Nic nie jest albo białe albo czarne. Polecam artykuł w Polityce poświęcony Rachel Carson. Umiar a nie zakaz (cofnięty zresztą przez WHO) wskazany.
http://www.polityka.pl/nauka/ekologia/1530401,1,niezwykla-historia-rachel-carson.read
Ukłony
Gość krozn - Niedziela, 30 Wrzesień 2012 11:34
Dodaje jeszcze raz, bo wydaje się że za pierwszym razem (1 dzień temu) się nie udało:

Również w Polsce przeprowadzano analizy zawartości DDT i DDE w mleku kobiet. Np. wyniki z analizy przeprowadzonej w 1968 i 1970 i opublikowane w "Zawartość DDT i DDE w mleku kobiet województwa lubelskiego" Ped. Pol. 1973 (4) mówią m.in.:

- „ze względu na szerokie stosowanie DDT w Polsce w latach ubiegłych poziom tego insektycydu w tkance tłuszczowej ogółu ludności i w mleku kobiet był bardzo wysoki w porównaniu z innymi krajami”
- „zawartość DDT całkowitego w mleku kobiet woj. lubelskiego przewyższa 7-krotnie dopuszczalną tolerancję dla DDT całkowitego w mleku krowim, która wynosi 1,25 mg/kg w przeliczeniu na tłuszcz i ok. 30 razy ilość DDT występujące w mleku krowim i produktach mleczarskich w Polsce”
- „... tzn., że dziecko o ciężarze ciała 5kg spożywa 0,05 mg/kg/dzień, czyli 10-krotnie więcej niż dopuszczalna dzienna ilość.”
Gość PK - Piątek, 13 Styczeń 2012 09:40
Również w Polsce przeprowadzano analizy zawartości DDT i DDE w mleku kobiet. Np. wyniki z analizy przeprowadzonej w 1968 i 1970 i opublikowane w "Zawartość DDT i DDE w mleku kobiet województwa lubelskiego" Ped. Pol. 1973 (4) mówia m.in.:

- ze względu na szerokie stosowanie DDT w Polsce w latach ubiegłych poziom tego insektycydu w tkance tłuszczowej ogółu ludności i w mleku kobiet był bardzo wysoki w porównianiu z innymi krajami
- zawaratość DDT całkowitego w mleku kobiet woj. lubelskiego przewyższa 7-krotnie dopuszczalną tolereancję dla DDT całkowitego w mleku krowim, która wynosi 1,25 mg/kg w przeliczeniu na tłuszcz i ok. 30 razy ilość DDT występujące w mleku krowim i produktach mleczarskich w Polsce
- ... tzn., że dziecko o ciężarze ciała 5kg spożywa 0,05 mg/kg.dzień, czyli 10-krotnie więcej niż dopuszczalna dzienna ilość.
Gość PK - Czwartek, 12 Styczeń 2012 12:54
Odsłon: 82490
Marek Kryda
Publicysta i działacz społeczny. Kieruje kampanią Naturalne geny Instytutu Spraw Obywatelskich w Łodzi. Był współzałożycielem Towarzystwa Ochrony Puszczy Białowieskiej. W 2000 r. rozpoczął współpracę z Instytutem Ochrony Zwierząt (Waszyngton, USA) i do 2010 roku kierował pracami tego Instytutu w Polsce.
<< Grudzień 2017 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
zobacz wszystkie wpisy »