Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Marek Kryda   Okrucieństwo chowu przemysłowego zwierząt - to nie koszmar, to rzeczywistość
Kategorie
7

Okrucieństwo chowu przemysłowego zwierząt - to nie koszmar, to rzeczywistość

Trudno się dziwić słowom autora "Sztukmistrza z Lublina", noblisty Izaaka Bashevisa Singera, który w opowiadaniu "Listy do Pisarza" napisał: Dla zwierząt wszyscy ludzie to naziści, a ich życie to wieczna Treblinka. Trudno zaprzeczyć faktom: obecnie większość produktów pochodzenia zwierzęcego w supermarketach pochodzi od zwierząt wyhodowanych w warunkach obozu koncentracyjnego.

Era koszmaru rolnictwa przemysłowego rozpoczęła się w Stanach Zjednoczonych w 1928 roku, gdy Herbert Hoover, wówczas kandydat na prezydenta, obiecał Amerykanom "kurczaka w każdym garnku". Ubodzy imigranci z Europy jedli mięso tylko od święta w swoich krajach, w Ameryce miało się to zmienić. By rozpocząć erę rolnictwa "intensywnego", trzeba było podważyć odwieczne święte prawa wsi - takie, jak gospodarowania zgodnie z naturą, szacunek dla jej naturalnych cyklów - pór roku, okresów płodności, czasu aktywności i odpoczynku. W konsekwencji rolnicze koszmary chłopów całego świata wykluły się właśnie tu - w Ameryce. Należą do nich monokultury - przeciwieństwo tradycyjnego płodozmianu, chemizacja, GMO czy klonowanie zwierząt, To właśnie przekazane Stalinowi w latach dwudziestych takie "osiągnięcia" amerykańskie, jak szerokie użyciu maszyn i nawozów sztucznych w rolnictwie, umożliwiły brutalną kolektywizację Rosji Sowieckiej i zamianę rosyjskich chłopów w pozbawionych własności wyrobników Sowchozów i Kołchozów. Bez amerykańskich traktorów rozruchy głodowe w "rozkułaczanej" Rosji mogłyby podważyć brutalną tyranię Józefa Stalina - ale trudno nie zauważyć, że tyrania korporacji łatwo znajduje wspólny język z tyranią satrapów.

Chów przemysłowy zwierząt w USA zaczął się szczególnie rozprzestrzeniać w latach 80', rozlewając się na cały świat - w roku 1990 stąd pochodziło 30% wytwarzanego na świecie mięsa, w roku 2005 odsetek ten wzrósł już do 40%.

Co to jest chów przemysłowy zwierząt? To opracowany "naukowo" system, gdzie zwierzęta są traktowane jak "produkty przemysłowe" - tu świnie trzymane są na zimnych betonowych lub metalowych rusztach, bez ściółki. Zwierzęta całe życie trzyma się w zamknięciu, bez dostępu słońca i świeżego powietrza, świnie często znajdują się w oddzielnych boksach, w których trudno się poruszać. Obcina się im ogony, uszy i niektóre zęby, żeby się nawzajem nie raniły, kastruje bez znieczulenia. Ulepszanie warunków chowu, choćby o słomę, zapobiegłoby takim zachowaniom jak wzajemne podgryzanie, a co za tym idzie powstrzymałoby choćby praktykę przycinania ogonów. Mimo, że rutynowe przycinanie ogonów jest zabronione przez prawo UE, dochodzenie organizacji humanitarnych dowiodło, że jest nadal powszechnie praktykowane - w niektórych państwach Europy odsetek stosowania tej barbarzyńskiej praktyki dochodzi nawet do 100%. W 2007 r. raport Europejskiej Rady Żywienia poinformował, że 90 % europejskich warchlaków jest poddawanych takim okrutnym praktykom. Kiedyś szczególnie w Danii przykuwało się je nawet do ziemi łańcuchem, ale odchodzi się od tej praktyki, bo powodowało to rany i zakażenia (zapomnijmy o "cierpieniu zwierząt", bo takich słów nie ma w podręcznikach nowoczesnej hodowli).

Rutynowo sztucznie zapładniane maciory w kojcach porodowych stoją na betonowych rusztach bez ściółki mając do dyspozycji ograniczoną ilość miejsca, nie będąc w stanie nawet się obrócić. W naturalnych warunkach świnie żyją co najmniej dziesięć lat; maciory w chowie przemysłowym rzadko żyją dwa i pół roku. Ogromna większość z nich musi umrzeć w wyniku obrażeń i infekcji; jeszcze więcej z nich jest uśmiercanych już w chlewni.
Chociaż w Unii Europejskiej stosowanie kojców indywidualnych po pierwszych czterech tygodniach ciąży ma być całkowicie zakazane w 2013 r. (zakaz takiw całym okresie ciąży wprowadzono już w Szwecji i Wielkiej Brytanii), dochodzenie organizacji Compassion in World Farming wykazało, że kojce te nadal są powszechnie używane. Młode lochy, które zostały przeznaczone na rzeź, są do tego stopnia okaleczone, że nie mogą samodzielnie dojść do miejsca uboju. Kontenery na każdej z ferm są przeładowane padłymi zwierzętami.

Według dziennika Daily Mail w 2008 roku na amerykańskiej fermie świń niedaleko Kętrzyna umieralność wynosiła już 12,8 %, czyli była o około 50 procent wyższa niż na fermach brytyjskich.

Kurczaki przeznaczone na mięso w tym systemie dorastają w USA do "wagi ubojowej" już w ciągu 39 dni swego krótkiego życia w stresie, bólu i brudzie. Hałas osiąga 90 decybeli, powietrze jest przepełnione trującymi gazami - jeden z nich - siarkowodór, który może osiągnąć zabójcze stężenie w niedostatecznie wentylowanych pomieszczeniach, stanowi śmiertelne niebezpieczeństwo dla zwierząt i pracowników chlewni. Do paszy kurczakom dodaje się arszenik, by zwalczyć pasożyty układu pokarmowego. Z kolei rutynowe podawanie antybiotyków potrzebnych do utrzymania zwierząt przy życiu w tych nieludzkich warunkach, przyczynia się do powstawania nowych szczepów bakterii odpornych na antybiotyki, wobec których współczesna medycyna jest bezradna. Blisko połowa z 25-30 tys. ton antybiotyków używanych rocznie w USA jest podawana zwierzętom hodowlanym na wielkich fermach.

Korporacje agrobiznesu zapewniają, że taki model rolnictwa ma być przyszłością świata, ale dziwnym trafem tam, gdzie rolnictwo przemysłowe zaczyna dominować, np. w USA, rolnikom wcale nie wiedzie się lepiej, a wręcz przeciwnie – narasta tam plaga bankructw i samobójstw farmerów. Chów przemysłowy nie jest opłacalny ekonomicznie. Staje się taki dopiero wtedy, gdy większość prawdziwych kosztów – czyli koszty strat ponoszonych przez środowisko, straty socjoekonomiczne i zdrowotne – przenosi się na kogoś innego.

To my - konsumenci i podatnicy płacimy rachunek za chów przemysłowy, to my płacimy zasiłki rolnikom wypartym z rynku, pokrywamy koszty leczenia ofiar zatruć pokarmowych i chorób wywołanych przez bakterie Salmonelli, E-coli czy gronkowca z wielkich ferm. To my w końcu płacimy za szkody w środowisku, zatrucie wody przez odchody zwierząt z wielkich ferm. Gdyby nawet istniejące prawo weterynaryjne i ochrony środowiska było rzeczywiście uczciwie przestrzegane, a jego łamanie karane, to cały system "fabryk zwierząt" by się rozsypał. Nie dzieje się tak dlatego, że nie tylko w USA, ale i w Polsce inwestycje gigantów agrobiznesu są wspierane przez jedną z najsilniejszych grup lobbystycznych w historii.

Ten wpis czytano 6000 razy.
Wypowiadasz się jako: niezalogowany

Dlaczego warto się zalogować?

  • Uzyskasz prosty dostęp do narzędzi portalu
  • Zautoryzujesz swoje wypowiedzi, stały NICK
  • Spopularyzujesz swoją osobę, AVATAR

Dlaczego warto się zarejestrować?

  • Dołączysz do społeczności ekologia.pl
  • Otrzymasz własną galerię i blog
  • Poznasz nowych ludzi o podobnych zainteresowaniach
Zaloguj sięZarejestruj się
Podpis:
Ocena:
  
uważam, że to my pojedynczy konsumenci świadomie dokonując wyboru bądż rezygnując z kupna takiego mięsa mamy ogromny wpływ na kształtowanie podaży, jeśli zrezygnują tysiące, zbojkotują kupno mięsa z gigantycznych hodowli, to przestanie to byc opłacalne, my konsumenci mamy duży wpływ na rynek, fakt pojedynczo jestem sam ale razem mogą nas być tysiące
Gość animal lover - Środa, 18 Kwiecień 2012 12:02
Najlepszym komentarzem jest porównanie tego procederu do obozu hodowlanego, który wiernie kopiuje tamten koncentracyjny...
Mimo wszystko COŚ możemy zrobić, powiedzieć to dalej
Gość Jotan - Wtorek, 17 Kwiecień 2012 22:50
Zgadzam się, lecz nie uważam by zwykły zjadacz chleba był odpowiedzialny za sytuację zwierząt. Odpowiedzialni są posłowie i inni mandatariusze, tworzący prawo. Ale nie tworzą go w interesie społeczeństw lecz pod dyktando lobbystycznych nacisków firm, mediów i korporacji. A te wmawiają, że wszytko to służy społeczeństwom a przecież każdy wie, że firmy działają w określonym interesie ...
Lobbing powinien być zakazany. Jedynym dopuszczalnym lobbingiem powinna być karta wyborcza.
Robert Grzeszczyk - Wtorek, 17 Kwiecień 2012 15:50
Ale jazda - może ktoś się jeszcze na to załapie, jak ja:
czytam sobie tekst i komentarze, a na górnym pasku reklamuje się BASF The Chemical Company - jakiś drobny zgrzyt, czyż nie?
Gość Reklama dźwignią - Wtorek, 17 Kwiecień 2012 15:09
Zgadzam się z Autorem i z Przedmówcami.
Niestety spożywam mięso, co prawda znacznie mniej niż nabiał i ryby, po części z przyzwyczajenia, ale też dlatego, że prowadzę ruchliwy tryb życia - jeżdżę dużo bicyklem (do pracy i na wycieczki za miasto), więc moja dieta musi być bardzo zróżnicowana.
Wszelkiego rodzaju uprzemysłowienie prowadzi do zwyrodnień, wypaczeń i zatruwania środowiska. Trudno też namówić konsumentów do rezygnowania
z przeróżnych wyrobów, gdy już tego zasmakowali. Poziom wiedzy społeczeństw, pomimo łatwiejszego dostępu do studiów, jest niski, bo owe studia są bardzo specjalistyczne i wbrew pozorom nie uczą myślenia. Do tego dokłada się nachalna reklama bazująca na apetytach i niewiedzy. W przypadku nowinek reklamy służą do wmawiania ludziom, że jest im to potrzebne ba, nawet niezbędne do życia. Większość kupuje taniej wytwarzaną żywność, bo jest tańsza. Większość ludzi nie ceni sobie własnego zdrowia, więc nie chce więcej płacić np. za jajka z chowu ściółkowego lub na wybiegu, czy mięsa z chowu gospodarczego.
W młodości jeździłem w wakacje na wieś. Pamiętam smak mięsa, mleka, jaj, jabłek wczesnych i gruszek, były one bardzo smaczne, szczególnie jaja i mleko. Kury wiejskie mają bardzo urozmaiconą dietę: nasiona różnych roślin, drobne owady. Krowy na łące spożywają kilkadziesiąt różnych roślin. Zwierzęta wiejskie bardzo rzadko są szpikowane lekarstwami.

Myślę, że właściwe przepisy nie wiele pomogą, bo potrzeba w związku z nimi armii kontrolerów, aby pilnować przestrzegania. Tam gdzie jest zapotrzebowanie zawsze znajdzie się dostawca gotów zaryzykować karalne naruszenie przepisów. Nie jestem ekonomistą, ale wydaje mi się, że tylko wyraźna i bolesna nieopłacalność takiego sposobu pozyskiwania mięsa może położyć kres tej haniebnej działalności.
Waldemar - Wtorek, 17 Kwiecień 2012 14:34
Bledne kolo,sama od dwoch lat jestem wegatarianka.To jest moj protest przeciw straszliwym warunkom w jakich zyja zwierzeta hodowane przemyslowo .
Gość Wieslawa - Wtorek, 17 Kwiecień 2012 10:07
Liberalna polityka, stworzenie konsumenckiego sposobu życia , reklama, to zniszczy tradycyjne odwieczne rolnictwo na całym swiecie. W USA była łatwość narzucenia takiego stylu myślenia, wszak od samego początku budowa tego państwa polegała na łupieniu rdzennych mieszkańców i zasobow naturalych kontynetu. Ziemi było w bród, dlatego błyskawicznie szerzyło sie obszarnictwo i wielkie monouprawy. To zaowocowało w rezultacie w postaci monstanto i innych trucicieli, aby obszarnik nie poniósł najmnieszych strat od robactwa czy chwastów. Ten model narzucono na wszystkich kontynentach, niszcząc najpierw tradycyjne rolnictwo.
Jan - Wtorek, 17 Kwiecień 2012 00:14
Odsłon: 79715
Marek Kryda
Publicysta i działacz społeczny. Kieruje kampanią Naturalne geny Instytutu Spraw Obywatelskich w Łodzi. Był współzałożycielem Towarzystwa Ochrony Puszczy Białowieskiej. W 2000 r. rozpoczął współpracę z Instytutem Ochrony Zwierząt (Waszyngton, USA) i do 2010 roku kierował pracami tego Instytutu w Polsce.
<< Październik 2017 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
       
zobacz wszystkie wpisy »