Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Marek Kryda   Stany Zjednoczone zaczynają bać się GMO
Kategorie
1

Stany Zjednoczone zaczynają bać się GMO

Fot. Greenpeace

Według prestiżowego czasopisma „New Scientist” w roku 2009 – po dekadzie eksportowania na cały świat swojej genetycznie modyfikowanej żywności, władze USA zdecydowały się na zablokowania importu zagranicznej żywności GMO (zwłaszcza z Chin i Indii) z powodu wywoływanych przez nią zagrożeń dla zdrowia obywateli amerykańskich, rolnictwa i środowiska naturalnego USA.
W oficjalnym oświadczeniu władz amerykańskich czytamy:
Departament Rolnictwa mógłby być nieświadomy potencjalnych zagrożeń, które określone, nowe transgeniczne rośliny lub zwierzęta mogłyby spowodować w krajowym systemie zaopatrzenia w żywność. Wyjątek stanowi sytuacja, gdzie międzynarodowy rozwój transgenicznych roślin i zwierząt zostałby poddany szczegółowemu monitoringowi.

Paradoksalnie, w roku 2006 WTO (Światowa Organizacja Handlu) wydała werdykt na korzyść USA w postępowaniu przeciw Unii Europejskiej, orzekając, że restrykcyjne regulacje dotyczące importu żywności GMO do Europy są pogwałceniem zasady wolnego handlu. Tymczasem obecnie same USA decydują się na pogwałcenie tej samej zasady, by ochronić własnych konsumentów, środowisko naturalne i uprawy przed niekontrolowanym skażeniem genetycznym.

W przypadku Unii Europejskiej duży wpływ na coraz bardziej krytyczny stosunek krajów członkowskich mają niepokojące wyniki badań naukowych, dotyczących szkodliwości GMO. Na przykład takich, jak długoterminowe badania zlecone w 2008 r. przez Austriacką Agencję ds. Zdrowia i Bezpieczeństwa Żywności, które przeprowadzono na Uniwersytecie Weterynaryjnym w Wiedniu. Badania te potwierdziły, że zmodyfikowana genetycznie kukurydza dopuszczona do uprawy w Unii Europejskiej jako „bezpieczna”, powoduje spadek masy ciała potomstwa karmionych nią zwierząt laboratoryjnych, oraz wywołuje patologiczne zmiany w systemie rozrodczym myszy laboratoryjnych. Podczas cyklu badań austriaccy naukowcy wykonali kilka długoterminowych prób w ciągu 20 tygodni z myszami laboratoryjnymi karmionymi pokarmem zawierającym 33% odmiany genetycznie zmodyfikowanej kukurydzy, która została dopuszczona do uprawy w Unii Europejskiej. W porównaniu do grupy kontrolnej, spadki masy ciała ich potomstwa zostały udokumentowane już w trzecim i czwartym miocie. Według jednego z badaczy, prof. Jürgena Zentka, istnieje również bezpośrednia zależność między spadkiem płodności, a karmieniem transgeniczną kukurydzą. Oczywiście wywoływanie niepłodności mogłoby być podstawą do natychmiastowego zakazu upraw i importu takiej kukurydzy do Europy, jednak Komisja Europejska jest ciągle głucha na głos specjalistów ostrzegających przed GMO.

Przeprowadzone wcześniej w Szkocji badania dr Árpáda Pusztaia również mogą być dla Komisji Europejskiej podstawą cofnięcia pozwoleń na uprawę takiej kukurydzy. Dr Pusztai jest znanym naukowcem węgierskiego pochodzenia, zajmującym się proteinami, który większość swojej kariery związał z Rowett Research Institute w Aberdeen w Szkocji.

Już w 1998 r. jego zespół stwierdził, że modyfikowane genetycznie ziemniaki są toksyczne nie tylko dla mszyc (co było zamierzone), ale także dla wielu innych organizmów, w tym pożytecznych owadów, takich jak biedronka dwukropka, która w środowisku naturalnym właśnie kontroluje liczebność mszyc. W jednym z przeprowadzonych testów, myszy karmiono ziemniakami, do których genomu dodano gen bakterii, odpowiedzialny za produkcję naturalnej substancji owadobójczej, tzw. toksyny Bt. Następnie zbadano część przewodu pokarmowego tych zwierząt – jelito kręte, gdzie stwierdzono uszkodzenie komórek a także zmiany patologiczne. Z kolei u szczurów, które karmiono modyfikowanymi genetycznie ziemniakami produkującymi inną substancję owadobójczą (występującą w przebiśniegach lektynę GNA), także nastąpił patologiczny rozrost komórek ściany żołądka i jelit. Lekarze ostrzegają, że taki nadmierny rozrost komórek może prowadzić do powstawania nowotworów. Co równie niepokojące, dieta oparta na ziemniakach GMO hamowała proces wzrostu szczurów laboratoryjnych, a nawet osłabiała ich układ odpornościowy.

W Polsce, podczas badań nad transgenicznym ziemniakiem przez zespół prof.
Jana Szopy-Skórkowskiego z Wrocławia, okazało się, że wyhodowana odmiana zawiera toksyczne glikoalkaloidy czyniąc szeroko reklamowenego "superziemniaka" bezużytecznym. Z kolei stosowany na całym świecie i promowany w ochronie roślin zmodyfikowanych genetycznie herbicyd glifosat, do niedawna uznawany za całkowicie nieszkodliwy, okazał się groźny dla rozwoju łożyska u kobiet i całego układu wydzielania wewnętrznego człowieka. Wcześniej w Stanach Zjednoczonych, a ostatnio również we Francji, stwierdzono, że glifosat nawet w stężeniach dużo niższych od stosowanych w rolnictwie, blokował rozwój łożyska i wywoływał poronienia. Co gorsza, nawet w stężeniach nietoksycznych glifosat wpływa na aktywność aromatazy, enzymu regulującego produkcję estrogenów – może to prowadzić do zaburzeń rozwoju gruczołu piersiowego u ludzi i skutkować rakiem sutka. Glifosat ma dużo szersze oddziaływanie na zdrowie i środowisko niż wcześniej przypuszczano, jest też wyjątkowo trwały w glebie i w wodzie, co zagraża szczególnie organizmom wodnym.

Mówiąc o badaniach zagrożeń zdrowotnych ze strony GMO, trzeba wspomnieć o tym, że działalności Europejskiej Agencji Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) towarzyszy coraz więcej kontrowersji. Minister rolnictwa Niemiec, Horst Seehofer, oświadczył już w 2007 r., że na oceny ryzyka ze strony GMO w wykonaniu EFSA ma wpływ przemysł biotechnologiczny. W konsekwencji w grudniu 2008 r. ministrowie środowiska wszystkich krajów Wspólnoty jednogłośnie wezwali EFSA do podjęcia ponownej oceny upraw transgenicznych dopuszczonych w Unii Europejskiej i ich wpływu na środowisko naturalne i nasze zdrowie. W chwili obecnej przedstawiciele tego urzędu przyznają, że wbrew wymogom prawa UE, nie są w stanie określić skutków długoterminowego oddziaływania zmodyfikowanych genetycznie upraw na środowisko naturalne. Kuriozalne jest to, że nawet obecnie dla produktów żywnościowych i pasz GMO tylko wyjątkowo wykonuje się pełne testy żywieniowe. Nie wykonuje się podstawowych testów toksykologicznych, ani dwuletnich testów w celu oceny skutków chronicznych, które standardowo stosowane są np. w przypadku pestycydów - czyżby dlatego, że testy te wykazałyby niezbicie toksyczność GMO?

Co więcej, zamiast zlecać badania w niezależnych laboratoriach, wyniki testów dostarczane są do EFSA przez same firmy biotechnologiczne - właścicieli patentów na testowane odmiany GMO, a firmy te zupełnie nie są zainteresowane ujawnianiem zagrożeń ze strony roślin modyfikowanych genetycznie. Dzieje się tak mimo oficjalnej deklaracji administracji amerykańskiej, zawartej w stanowisku Urzędu ds. Żywności i Leków (FDA) z maja 1992 r.: nie ulega wątpliwości, że /.../ inżynieria genetyczna może przenosić nowe i nieznane białka pomiędzy produktami spożywczymi i wyzwalać reakcje alergiczne. Miliony Amerykanów uczulonych na alergeny w takiej sytuacji braku oznakowań "domieszek" GMO nie mają możliwości uniknąć tych szkodliwych dla nich składników żywności, skazująć się na systematyczne otrzymywanie antyalergicznych leków, na których miliony często zarabiają koncerny produkujące GMO, które wywołało alergię. Mało kto mówi głośno, że w świecie globalnego kapitalizmu katastrofą dla koncernów biotechnologiczno - farmaceutycznych byłby moment, w którym konsumenci przestaliby się truć żywnością nafaszerowaną chemią i GMO, a co za tym idzie przestaliby kupować leki. Dla firm globalnych sprzedających leki to koszmarny scenariusz.

Państwa członkowskie UE mają również obawy co do sposobu, w jaki EFSA publikuje wyniki badań bezpieczeństwa GMO i oceniają je jako niepełne. Niektóre z państw członkowskich krytykowały także zasadę „drzwi zamkniętych”, stosowaną przez EFSA: obrady zespołu oceniającego zagrożenia ze strony GMO są utajnione.

Ten wpis czytano 4608 razy.
Wszystko fajnie, Panie Marku, ale ta reklama BASF z chemicznymi motylkami u góry jakoś nie pasuje - może ją za chwilę zmienią lub jutro, jednak zgrzyta.
Gość Reklama dźwignią - Wtorek, 17 Kwiecień 2012 15:14
Odsłon: 79720
Marek Kryda
Publicysta i działacz społeczny. Kieruje kampanią Naturalne geny Instytutu Spraw Obywatelskich w Łodzi. Był współzałożycielem Towarzystwa Ochrony Puszczy Białowieskiej. W 2000 r. rozpoczął współpracę z Instytutem Ochrony Zwierząt (Waszyngton, USA) i do 2010 roku kierował pracami tego Instytutu w Polsce.
<< Październik 2017 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
       
zobacz wszystkie wpisy »