Społeczność
blog.ekologia.pl   Publicyści   Marek Kryda   Władza i zwierzęta - Niepublikowany wywiad z Lechem Kaczyńskim
Kategorie
1

Władza i zwierzęta - Niepublikowany wywiad z Lechem Kaczyńskim

Fot. kotek.plMarek Kryda: Kilka lat temu trwała w Sejmie wielka dyskusja nad przyjęciem ustawy o ochronie zwierząt, a teraz okazuje się, że ustawa ta właściwie nie jest realizowana. Co pan o tym sądzi?

Wynika to z postawy znacznej części sił politycznych. Mogę powiedzieć, że jednym 2 ostatnich aktów, które podpisałem jako minister sprawiedliwości, to wytyczne w sprawie odpowiedzialności za przestępstwa przeciwko zwierzętom. Niestety, nawet wtedy, gdy dochodzi do postępowań karnych w tych sprawach, wydawane są wyroki zupełnie symboliczne, co uważam skądinąd za moralną aberrację. Gdy ostatnio wydano wyrok bezwzględnego więzienia, to mnie pytano, czy rzeczywiście sądzę, że do takich rzeczy można dojść, czy właściwa jest aż taka kara. Tak, rzeczywiście tak uważam, w ogóle okrucieństwo, w tym okrucieństwo wobec zwierząt, powinno być z reguły karane karą bezwzględnego pozbawienia wolności i to wcale nie krótką. Zresztą także mój brat należał do głównych osób walczących o tę ustawę i następnie do głównych walczących o to, by jej nie zmieniać na niekorzyść zwierząt, a do takiej zmiany w swoim czasie doszło. Nie przebijało się to jednak do środków masowego przekazu - nie pasowało to do oficjalnego obrazu mojego brata. Sama ustawa była pewnym sukcesem, ale sankcje karne tam przewidziane były zdecydowanie za łagodne. Sankcje, które przy dzisiejszym prawie karnym, nakazują stosowanie 1-2 la pozbawienia wolności, oznaczają że jest to wytyczna dla sędziego, mówiąca, iż można tu nie stosować w ogóle kary pozbawienia wolności, nawet w zawieszeniu. To są żarty. Muszę powiedzieć, że zdawałem sobie sprawę, iż w tym Parlamencie, wśród tych ludzi, nie jestem w stanie tego zmienić. Jednak naciskałem prokuratorów aby traktowali te sprawy poważnie.

M.K. Dlaczego tak mała grupa posłów wystąpiła wiosną w Sejmie w obronie ustawy o ochronie zwierząt?

W debacie tej wziął aktywny udział mój brat, który mówi, że przeciw tym zmianom głosowało znacznie więcej posłów, niż to pokazały media. Nie należę do tych, którzy sprowadzają sprawę do opinii, że należy czekać, aż społeczeństwo dojrzeje. Tu trzeba stosować twarde sankcje i koniec.

M.K. W tej chwili kolejny projekt rządowy zmian tejże ustawy jest już w Sejmie, który może nie zawiera tak kontrowersyjnych zapisów jak projekt poprzedni, jednak usuwa się z treści ustawy wszystkie wzmianki o Towarzystwie Opieki nad Zwierzętami, jednocześnie wprowadzając zapis, mówiący o Inspekcji Weterynaryjnej, jako praktycznie jedynej instytucji zajmującej się realizację tejże ustawy.

Państwowy nadzór nad tymi sprawami powinien być. Nie pamiętam szczegółów, jednak przypominam sobie, że minister Wiśniewski, ja sam oraz bodajże minister Kropiwnicki - myśmy twardo walczyli o to, by tam nie było zmian niekorzystnych.

Trzeba tu powiedzieć, że na posiedzeniach rządu trzeba było twardo walczyć, ponieważ jest pewna tendencja, by zwierzęta traktować całkowicie przedmiotowo. To jest sprawa kultury osobistej i wrażliwości poszczególnych ludzi. A ja jestem zwolennikiem tezy, że jak komuś brak wrażliwości, to pewnie powinien pędzić życie za kratkami. I muszę tu powiedzieć, że argument, iż ktoś urodził się niewrażliwy pod tym względem, bardzo mało przekonuje. Jeżeli się taki urodził, to ma za to ponosić odpowiedzialność.

M.K. Główny inspektor Weterynarii brał udział w negocjacjach z Unią Europejską dotyczących zniesienia ceł na polski eksport rolny. Efektem tych negocjacji jest całkowite zniesienie ceł na eksport polskich koni na rzeź, przy zachowaniu 7% cła na mięso koni. Tu z jednej strony Unia Europejska promuje transporty żywych koni, a z drugiej pojawia się dylemat, czy Główny inspektor Weterynarii jest odpowiedzialny za realizację ustawy o ochronie zwierząt, czy może tylko za zwiększanie produkcji rolnej?

Tu ma pan rację. Muszę stwierdzić ze smutkiem, iż trzy razy wracałem do tej sprawy na posiedzeniach rządu, razem z ministrem Wiśniewskim, co chciałbym podkreślić. Jednak tego momentu nie wychwyciliśmy, a to jest rzeczywiście błąd. Jest w Polsce potrzeba, by we władzy takich ludzi, którzy do tych problemów są przywiązani, ja do takich ludzi należę, było więcej. Pozycję nie „antyzwierzęcą" zajmował premier Buzek, niezależnie od tego, co dziś o nim myślę. Była to pozycja bez zbytniego zaangażowania, choć myślę, że takie zaangażowanie jest potrzebne. Czasem trzeba pewne interesy przełamywać, powiedzieć, że nic nas te interesy nie obchodzą mimo, że gospodarczo się parę groszy straci.

M.K. Wrócę jeszcze do sprawy Inspekcji Weterynaryjnej, ponieważ obecne prawo stanowi, że w przypadku, gdy minister rolnictwa podejmie działania sprzeczne z ustawą o ochronie zwierząt, wtedy jego podwładni mają go oskarżyć. Czy nie jest to absurd?

Sądzę, że problem tkwi w czymś innym. Czy Inspekcja Weterynaryjna będzie przywiązywać odpowiednią wagę do tych spraw? I czy Inspekcja Weterynaryjna będzie niejako psychicznie zaangażowana w walkę o prawa zwierząt? I tutaj Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami, choć bywały tu różne spory, to jednak składa się z ludzi, którzy na ogół zwierzęta rzeczywiście lubią. Problem polega na tym, że trzeba lubić zwierzęta, aby z tego rodzaju niegodziwościami, okrucieństwami walczyć. Te rzeczy powinny być powierzane takim ludziom, którzy właśnie zwierzęta lubią.

M.K. w okresie PRLu,  1957 roku ukazało się rozporządzenie, mówiące o tym, że ówczesna Milicja Obywatelska ma obowiązek współpracy z Towarzystwem Opieki nad Zwierzętami i Ligą Ochrony Przyrody, przy prowadzeniu spraw przeciwko okrutnemu traktowaniu zwierząt. Zresztą wówczas, właśnie minister spraw wewnętrznych miał te sprawy w swojej gestii.

Muszę powiedzieć, że nie jestem pewien, czy przypadkiem nie byłoby lepiej, by minister spraw wewnętrznych, również obecnie zajmował się tymi sprawami. Uważam to za lepsze rozwiązanie, gdyż minister rolnictwa z istoty rzeczy jest organem, który jest zaangażowany w produkcję rolną dla którego problemy zwierząt, to jest tak zwana „produkcja zwierzęca". To jakoś nie bardzo się koreluje z działalnością o której mówimy. Najlepiej by sprawy te były w gestii ministerstwa spraw wewnętrznych - to rzeczywiście jest pomysi dobry. Ponieważ przepisy o ochronie zwierząt to są z jednej strony przepisy dotyczące ochrony zwierząt „miejskich" - przede wszystkim psów i kotów, z drugiej strony mamy olbrzymią rzeszę zwierząt, które można określić jako zwierzęta gospodarskie - krów, owiec, koni. Haniebną praktyką wydaje się to, że Polska na dużą skalę prowadzi tucz koni rzeźnych. Biorąc pod uwagę polską tradycję, jest to praktyka zwyczajnie haniebna. Jednak niezależnie od tego, czy PSL bierze udział we władzy czy nie, istnieje silne lobby ludzi, którzy nie są wrażliwi na tego rodzaju potrzeby. Jednak mimo, że nie są wrażliwi, to jednak państwo jest od tego, by elementarnych standardów kulturowych, standardów wrażliwości ludzkiej bronić. Jeżeli sam nie jesteś wrażliwy, to mówiąc w przenośni - „kij" powinien cię tego nauczyć.

M.K. Czy jest szansa, że prokuratorzy nie będą umarzać postępowań w sprawach przeciwko okrutnemu traktowaniu zwierząt?

Gdybym był tam dalej, to byłaby szansa - mocno bym na to naciskał, i w tym, czy innym przypadku, po prostu wyrzucał ze stanowisk. Poza tym, prokuratura jest w miarę zdyscyplinowana, jeżeli będą wytyczne, to by się te sprawy prowadziło. Ale nie jest to tylko sprawa umarzania. Tu chodzi o to, że facet, który sobie strzelał do psów, myśliwy zresztą, który jest w lokalnej społeczności kimś tam ważnym, gdy nie było już możliwości nie skazania go, dostał 200 złotych grzywny. To po prostu czysty śmiech. To także o to chodzi i ja w tych sprawach staram się naciskać. Tu również chodzi o postawę sądów, które wykazują niepojętą dla mnie postawę, jeżeli chodzi o agresję - po prostu niezwykłą tolerancję wobec agresji takiej, która przynosi najdalej idące skutki i to nawet nie dla zwierząt, a dla ludzi. Okrucieństwo jest jedno, niezależnie od tego czy dotyczy ludzi, czy zwierząt. I w przypadku agresji nasi sędziowie są niezwykle wyrozumiali.

M.K. Czy jest szansa, iż nowe pokolenie będzie miało inny stosunek do okrucieństwa wobec zwierząt?

Pamiętam, byłem dzieckiem, gdy bodajże w Polityce - były to dobre lata tego pisma - ukazał się raport o przypadkach straszliwego okrucieństwa wobec zwierząt w Polsce. Graliśmy wówczas w filmie - był to chyba 1961 rok, czyli czterdzieści lat temu. Wydawało mi się, że już moje pokolenie będzie inne. A od tamtego czasu minęło już więcej niż jedno pokolenie - ludzie, którzy wtedy się rodzili, dzisiaj mogą spokojnie mieć dorastające dzieci. Jest to chyba najlepszy dowód, że walka w tym zakresie jest trudna. Dzieje prac nad ustawą o ochronie zwierząt są najlepszym przykładem tego, jak wiele jest jeszcze do zrobienia. Choć ustawa w końcu została przyjęta, to jednak jej pierwotna wersja przewidywała nieporównanie większe sankcje karne. Niestety w tej dziedzinie te sankcje mają olbrzymie znaczenie. Trzeba pamiętać o tym, że dopiero zapisana w kodeksie kara pozbawienia wolności do lat pięciu, daje sędziemu jakąś swobodę nakładania rzeczywistych kar. Jeżeli ustawodawca określa karę do lat dwóch, to znaczy, że chce, aby kary były symboliczne.

M.K. Mimo upływu lat, nie zrealizowany został zapis ustawy o ochronie zwierząt, mówiący o utworzeniu w szkołach wszystkich szczebli kół przyjaciół zwierząt.

Bardzo to jest piękne, tyle tylko, że z takich rzeczy często niewiele wychodzi. Musi to być ruch oddolny. Oczywiście potrzebna jest edukacja, potrzebny jest tu pewien program edukacyjny. Zdaję sobie sprawę, że może to przynieść pewne rezultaty, ale panów, którzy transportują konie, czy inne zwierzęta, ludzi, którzy trzymają psy na krótkich łańcuchach, po prostu należy wychować - powiem to twardo - kijem. W zakresie stosunku do praw zwierząt staram się coś zrobić, mam nadzieję, że jeszcze ja, czy moi współpracownicy, będziemy mieli szansę to kontynuować, cieszę się też, że nawet ludzie o całkowicie odmiennych od moich poglądach politycznych, też mają szansę pójść w tym kierunku. Cimoszewicz, od którego mnie ogromna ilość rzeczy dzieli, być może będzie ministrem sprawiedliwości i na te sprawy też zwróci uwagę.

Dziękuję bardzo za rozmowę 

Wywiad został przeprowadzony w 2001 r.

Ten wpis czytano 3923 razy.
Wypowiadasz się jako: niezalogowany

Dlaczego warto się zalogować?

  • Uzyskasz prosty dostęp do narzędzi portalu
  • Zautoryzujesz swoje wypowiedzi, stały NICK
  • Spopularyzujesz swoją osobę, AVATAR

Dlaczego warto się zarejestrować?

  • Dołączysz do społeczności ekologia.pl
  • Otrzymasz własną galerię i blog
  • Poznasz nowych ludzi o podobnych zainteresowaniach
Zaloguj sięZarejestruj się
Podpis:
Ocena:
  
Piękny wywiad Panie Marku. Wzruszyłam się, bo mimo, iż nie zgadzałam się z linią polityczną śp. Prezydenta, to uważałam Go i nadal uważam za wspaniałego, wrażliwego człowieka.

Bardzo dziękuję!
Gość Amelia - Wtorek, 05 Listopad 2013 13:29
Odsłon: 79710
Marek Kryda
Publicysta i działacz społeczny. Kieruje kampanią Naturalne geny Instytutu Spraw Obywatelskich w Łodzi. Był współzałożycielem Towarzystwa Ochrony Puszczy Białowieskiej. W 2000 r. rozpoczął współpracę z Instytutem Ochrony Zwierząt (Waszyngton, USA) i do 2010 roku kierował pracami tego Instytutu w Polsce.
<< Październik 2017 >>
PnWtŚrCzPtSoNd
 123456
78910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   
       
zobacz wszystkie wpisy »